Forum Użytkowników MiSiO-wej Galerii Strona Główna Forum Użytkowników MiSiO-wej Galerii
Czyli dyskusje o wszystkim.

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload
 Ogłoszenie 
New Page 1
Zapraszam też do odwiedzania galerii http://galeria.paptak.org
Zapraszam rownież na nasz blog http://blog.paptak.org

Lato...



Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Zegarek
Autor Wiadomość
kood 

Dołączył: 10 Lis 2007
Posty: 135
Wysłany: Pią Sty 04, 2008 02:32   Zegarek

Obudziłem się nagle o 3 w nocy jakiś impuls raptowny kazał mi otworzyć oczy. Czułem ze musze natychmiast wyjść, nie wiedziałem gdzie, nie wiedziałem po co. Wstałem i nie tracąc czasu na poranną toaletę zacząłem się ubierać. Najpierw spodnie potem koszulka, trochę już śmierdzącą, ale nie było czasu by szukać świeżej, skarpety buty bluza i kurtka. Byłem ubrany, sprawdziłem czy mam w kieszeni paczkę pinezek , którą nosiłem przy sobie od dziecka ponieważ jak sądziłem przynosiła mi szczęście a jak się później okazało nie było to prawdą. Wziąłem jeszcze tak na wszelki wypadek swój nóż sprężynowy i otworzyłem drzwi. Wszedłem w ciemności klatki schodowej, moje buty dudniły jak bębny i niszczyły spokój nocnej ciszy, echo podążało za mną. Wreszcie wyszedłem na ulice. Żywego ducha, nikogo w zasięgu wzroku, stałem i patrzyłem gdzieś w dal, bo właściwie nie wiedziałem co robić. I nie wiem ile jeszcze bym tak stal gdyby nie ptak który zjawił się nagle nad moja głowa, mocno się zdziwiłem bo wyglądał zupełnie jak struś i choć wiedziałem ze to niemożliwe bo strusie nie latają, dałbym sobie rękę wydepilować ze to był właśnie on. Ptak zatoczył nade mną dwa kółka i upuścił coś, co trzymał w swych szponach.
Był to kawałek papieru, a na nim tekst o treści „ idź do pierwszych świateł , skręć w prawo tam będzie na ciebie czekał kierowca w czerwonym mercedesie, jedź z nim P.S. nie pytaj go o godzinę - nie ma zegarka”. Wydało mi się trochę dziwne, ze w tych czasach ktoś może nie mieć zegarka, ale poszedłem. Odnalazłem czerwonego mercedesa z kierowca bez zegarka.
Wsiadłem do auta. Kierowca, krzepki afroamerykanin z twarzą surową i prostą jakby wykuta tępym dłutem ruszył ostro do przodu, nie spojrzawszy nawet na mnie. Nie mogąc opanować ciekawości zapytałem
- Nie miałeś komunii? – kierowca wcisnął pedał hamulca i w tej samej chwili poczułem na ciele ucisk wrzynających się w me ciało pasów bezpieczeństwa , podziękowałem sobie w duchu ze je zapiąłem , w przeciwnym razie z pewnością wyleciałbym przez przednią szybą. Samochód zanurkował , jego tył prawie oderwał się od jedni, po kilkudziesięciu metrach stanęliśmy, afroamerykanin obrócił się w moją stronę i wycedził przez zaciśnięte szczeki:
- Ani słowa o moim zegarku
- przecież nie masz zegarka
- właśnie dlatego – wysapał a na jego czole pojawiły się grube jak sznurki żyły
Nic już nie mówiłem, żeby go nie drażnić, ale obiecałem sobie ze dowiem się o co tu chodzi. Jechaliśmy wiec dalej, całą noc i cały dzień i jeszcze jedną noc, ponieważ jednak myślałem o tym zegarku, którego nie było, podróż minęła mi bardzo szybko. Wreszcie zatrzymaliśmy się w lesie przed wielkim starym dębem. Kierowca rzucił
- jesteśmy na miejscu, wysiadaj
wysiadłem wiec a mercedes odjechał, nawet nie zapytałem po co mnie tu przywiózł, przez ten zegarek zupełnie o tym zapomniałem. Patrzyłem na drzewo, wielki stary dąb, stal sobie bez ruchu i jęczał cicho. I nagle drzewo przemówiło:
- to ja wezwałam cię tutaj
Byłem w szoku, mówiące drzewo, widziałem kiedyś w filmie, ale teraz przede mną prawdziwe gadające drzewo, rodzaju żeńskiego. Nogi mi zmiękły, chciałem usiąść
- jestem wyrocznią – przedstawiła się
Usiadłem, a właściwie zwaliłem się na tyłek
- świat jest w niebezpieczeństwie – kontynuowała poruszając zgrabnie konarami
Zaczęło mi się robić gorąco
- jesteś jedynym , który może go uratować – mówiła, właściwie szeptała, a jej liście poruszały się łagodnie
- jesteś wybrańcem – wyglądała tak kusząco, kiedy to mówiła, była po prostu piękna a ja zacząłem się zastanawiać czy ludzie i drzewa mogą razem…
- Leonie skup się!!! – Ale ja w żaden sposób nie mogłem się skupić na tym, co mówi, dla mnie liczyła się forma nie treść, byłem tak bardzo ciekaw jak wygląda nago, bez kory, ach gdybym mógł gładzić jej słoje
- przyszłość świata i wszystkich żywych istot zależy od Ciebie – objęła mnie swoja twarda smukłą gałęzią poczułem dreszcze, dla niej mogłem zrobić wszystko
- czy zgadzasz się podjąć ryzyko a w razi potrzeby stracić życie, aby ocalić innych? – jej liście dotykały mojej twarzy, nie słyszałem już dokładnie co do mnie mówi
- Tak czy nie? Odpowiedz – pytała mnie a ja czułem zapach świeżych żołędzi
- tak! Oczywiście ze tak - wydusiłem z siebie wreszcie
- dr Jones , musisz go powstrzymać, jest właścicielem fabryki czekolady w mieście Melatonina i chce zniszczyć Ziemię i ludzi , działaj szybko nim będzie za późno – powiedziała i poklepała mnie konarem na pożegnanie. Nie miałem ochoty nigdzie iść, ale zgodziłem się uratować świat, wiec nie było innego wyjścia. Dobrze, że nie musiałem iść pieszo, czerwony mercedes czekał już na mnie. Jechaliśmy do fabryki a ja rozmyślałem o zegarku się. Nic jednak nie mówiłem. Dopiero, kiedy mnie wysadził zapytałem
- nie nosisz zegarka, bo masz alergie na mierniki czasu?
Nic nie odpowiedział. Koła zapiszczały a mercedes odjechał. Alergie jako powód nie noszenia zegarka jednak odrzuciłem.
Postanowiłem wejść do fabryki pod osłoną nocy, była pilnie strzeżona, wyposażona w najnowsze zabezpieczenia antywłamaniowe.
Skradałem się na palcach cichutko jak ninja, wszedłem na wysoki 3 metrowy mur ogradzający fabrykę-fortecę. Będąc już na murze, nie wiem w jakiś sposób pinezki z mej kieszeni wysypały się i poleciały w dół. Zadrżałem ze strachu, bez pinezek czułem się bezbronny jak niemowlę, dotąd zawsze były ze mną w trudnych chwilach, przynosiły mi szczęście, na przykład wtedy, gdy jadąc rowerem n mecz piłki nożnej potraciła mnie ciężarówka, przejechał autobus szkolny i przygniotły metalowe belki a mnie nic się nie stało, ba strzeliłem nawet 2 gole i byłem najlepszym zawodnikiem spotkania. Albo 2 lata temu w październiku w ogrodzie zoologicznym słoń chwycił mnie swa trąba i rzucił z ogromna siłą o betonową podłogę, wyszedłem z tego bez szwanku, bez jednego nawet zadrapania, pomogłem nawet treserowi uspokoić rozwścieczoną bestię.
Nie miałem więcej czasu na zamartwianie się po stracie pinezek Przede mną jak spod ziemi wyrósł strażnik obezwładniłem go, potem jeszcze kilku innych. Następnie za pomocą liny i haków wdrapałem się po wysokim murze i przez okno niezauważony wszedłem do środka.
Miałem ze sobą plan budynku i dobrze wiedziałem gdzie jest Komnata Projektów w której pracuje je i śpi dr Jones. Długim korytarzem naszpikowanym czujnikami rozmaitymi dotarłem z wielka ostrożnością do wielkich drzwi. Zajrzałem do środka przez dziurkę od klucza i zobaczyłem jak pochyla się nad stołem zastawionym skomplikowana aparatura badawcza najnowszej generacji.
Na jego szpetnej twarzy pojawił się grymas radości. Wiedziałem ze musze działać szybko.
Otworzyłem drzwi swoim scyzorykiem wdarłem się do środka, kilkoma długimi susami doskoczyłem do dr Jonesa i chwytając go oburącz powaliłem na marmurowa posadzkę. Był tak zaskoczony ze nawet nie krzyknął.
- Dlaczego chciałeś zniszczyć świat? Co złego uczynili tobie ci wszyscy niewinni ludzie? - zapytałem przyciskając go jeszcze bardziej do podłogi
- świat jest zły, chciałem go zmienić, oczyścić z wszelkiego robactwa. Pracowałem nad moim planem 40 lat, 40 długich lat i teraz kiedy już prawie skończyłem zjawiasz się ty i próbujesz wszystko zniszczyć - jego brzydka twarz poczerwieniała ze złości i wtedy nie wiem jak to się stało ale wyśliznął z mego uchwytu i lewa ręką chwycił za pistolet, który miał schowany pod fartuchem, próbował wycelować we mnie. Szarpaliśmy się dobre 5 minut, nie mogłem mu odebrać broni i wtedy nagle padł przypadkowy strzał. czaszka dr Jonesa eksplodowała, kawałki mózgu poleciały we wszystkie strony. Krew i szczątki zabrudziły sterylnie czyste laboratorium i mnie. Wyplułem galaretowate fragmenty doktora i wytarłem rękawem twarz.
Właśnie uratowałem świat, lecz nie czułem jak bohater, nie byłem z siebie dumny. Spojrzałem na martwe ciało, skręciło mnie w środku, chciało mi się rzygać, czułem się źle. Był tylko jeden sposób na poprawienie nastroju. Musiałem szybko zjeść czekoladę, najlepiej gorzką Wedla.
Mój wzrok powędrował na stół z aparaturą, na nim bez papierka, w samej tylko srebrnej folii stały ułożone trzy stosy gorzkiej jak się okazało czekolady.
Byłem zachwycony, ugryzłem jedną i zmiażdżyłem szczękami, nie czekając aż sama się rozpuści. Poczułem się znacznie lepiej, zjadłem chyba z sześć tabliczek kilka schowałem do kieszeni i wyszedłem z Komnaty Projektów. Powrócił mi dobry nastrój, zacząłem sobie nawet gwizdać pod nosem jakąś melodię ludową i wtedy przypomniałem sobie o zegarku. Wróciłem do swego mieszkania wciąż o nim rozmyślając. Nie mogłem zasnąć, nie chciało mi się nic robić, przestałem chodzić do pracy. Zjadłem nawet stary zielony chleb.
Tak mijały lata, urosła mi długa broda, paznokcie były tak długie że zaczęły się zawijać do góry i nie mogłem już swobodnie dłubać w nosie. Wreszcie posiwiałem z tej zgryzoty, skóra pomarszczyła się ohydnie, zestarzałem się w mgnieniu oka, tak mi się wydawało. Postanowiłem wyjść, przespacerować się trochę. Wyszedłem na ulicę i oczom mym ukazał czerwony mercedes.
Ciśnienie mi podskoczyło, serce zaczęło walić jak oszalałe. Wkroczyłem gwałtownie na jezdnię tuż przed maskę jadącego mercedesa. Za kierownicą siedział afroamrykanin, spojrzał na mnie groźnie lecz nie poznał mnie, podszedłem do drzwi od strony kierowcy, w kieszeni ściskałem swój nóż sprężynowy. "Albo teraz albo nigdy, wreszcie dowiem się, o co chodzi z tym zegarkiem" pomyślałem. Byłem zdecydowany na wszystko, nie zależało mi już na niczym, ani na swoim życiu ani na jego. Musiałem poznać prawdę. Szarpnąłem za klamkę otworzyłem drzwi, przystawiłem mu nóż do gardła i wrzasnąłem:
- dlaczego nie nosisz zegarka?! - Afroamerykanin nawet nie mrugnął, żaden włos mu nie zadrżał, spokojnie uniósł rękaw koszuli a ja osłupiałem. Zobaczyłem zegarek, zwykły mechaniczny nakręcany wskazówkowy zegarek z żółtym blatem i lekko porysowaną szybką. Czułem że cała ulica wali mi na głowę. Zrobiło mi się gorąco, potem zimno nogi mi zmiękły, ciało zrobiło się strasznie ciężkie, miałem wrażenie, że się za chwilę przewrócę. Nie przewróciłem się jednak stałem dalej i gapiłem się w dal ulicy przede mną, starałem się dostrzec jej koniec.

Bartoszyce styczeń 2006
 
 
paptak 
Administrator



Wiek: 46
Dołączył: 30 Paź 2007
Posty: 400
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Sty 04, 2008 14:25   

A tego opawiadania nie mam w swoich zbiorach chyba chociaż je znam. Psychodeliczne trochę. Motyw z zegarkiem jest zajebisty. :-)
_________________
... ja bym lepiej spaliłem się! Wybierać, nie Tobie...
 
 
 
decemberx 
Niesamowity Klepacz Klawiaturowy
madafakers



Wiek: 40
Dołączył: 07 Lis 2007
Posty: 714
Skąd: Olsztyn
Wysłany: Wto Lut 09, 2010 11:47   

Nie wiem jak to się stało, że nie czytałem tego wcześniej...Ja chcę drugą część!
_________________
Chciałbym coś tu napisać ale nie wiem co...
 
 
 
kood 

Dołączył: 10 Lis 2007
Posty: 135
Wysłany: Wto Lut 09, 2010 16:09   

tak mi sie zachcialo cos napisac, ze niewykluczone ze czesc druga splodze wkrotce, zeby tylko mi sie nie odechcialo do tego czasu... :)
_________________
jestes tu?
 
 
paptak 
Administrator



Wiek: 46
Dołączył: 30 Paź 2007
Posty: 400
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Lut 11, 2010 20:07   

Z całego serca zachęcam Cię Gadzie do spłodzenia drugiej części tego opowiadania. To by było COŚ!
_________________
... ja bym lepiej spaliłem się! Wybierać, nie Tobie...
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Zapraszam też do odwiedzania galerii http://galeria.paptak.org
Zapraszam także na nasz blog http://blog.paptak.org

website monitoring service check web page

Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 9